|
Wpisany przez admin(at)orzelwierzbica.pl
|
|
sobota, 26 marca 2011 19:43 |
|
Pierwszy mecz rundy wiosennej na własnym boisku przyniósł planowe zwycięstwo z ostatnią drużyną ligi. Nie przyszło ono jednak łatwo.
Spotkanie rozpoczęło się od ataków Wierzbiczan. Już po kilku minutach gry po strzale głową Michała Kowalczyka piłka uderzyła w słupek. O dziwo po tej sytuacji to piłkarze Sparty rozpoczęli śmielsze ataki. Goście dwukrotnie znaleźli się w sytuacji sam na sam z Sebastianem Michałkiem. W pierwszej z nich przeszkodziła niezbyt równa tego dnia murawa na boisku w Wierzbicy i piłka poszybowała daleko od bramki, w drugiej zawodnikowi Sparty zabrakło precyzji. Gospodarze odpowiedzieli jeszcze jedną próbą Kowalczyka - ładnie główkował, ale jego strzał obronił golkiper gości, który bardzo dobrze spisywał się między słupkami w tej części gry. To wszystko na co było stać piłkarzy Orła w pierwszej połowie. Kiedy wydawało się, że na przerwę do szatni zawodnicy zejdą z bezbramkowym remisem Sparta przeprowadziła prawą stroną atak zakończony bramką. Po strzale Fąfary i rykoszecie od obrońcy piłka wylądowała pod poprzeczką Michałka nie dając mu skutecznej szansy na interwencję. Do przerwy ku zaskoczeniu miejscowych kibiców wynik brzmiał 0:1.
Druga połowa rozpoczęła się od szturmu na bramkę gości. Już na samym jej początku wprowadzony w drugiej połowie na lewe skrzydło Patryk Jarząbek bardzo dobrze wrzucił piłkę w pole karne do Sebastiana Stąpóra, który atakowany przez bramkarza wycofał piłkę do Kowalczyka. Temu nie pozostało nic innego jak umieścić piłkę w pustej bramce. 1:1. W kolejnych minutach raz po raz sunęły ataki na bramkę gości, którzy swe działania ograniczali jedynie do kontr, a te zatrzymywane były przez dobrze w drugiej części grającą obronę Wierzbiczan. Gospodarzom w stwarzanych sytuacjach brakowało albo ostatniego podania, albo precyzji. Do czasu. Przy jednym z prostopadłych zagrań trzech piłkarzy gospodarzy znalazło się samych przed bramkarzem Sparty. Piłka trafiła do Andrija Małykina, który w polu karnym zagrał ją obok golkipera z Jazgarzewa, ale został przez niego nieprzepisowo zatrzymany. Sędzie nie zawahał się i pokazał zawodnikowi gości czerwoną kartkę. Do piłki ustawionej na 11 metrze podszedł Stąpór i pewnym strzałem umieścił futbolówkę w siatce. Do końca spotkania mimo ataków gospodarzy, ale też przy nerwowej końcówce pod ich bramką, wynik nie uległ zmianie. Sędzia za to dwukrotnie jeszcze sięgał po czerwony kartonik. Najpierw ukarał Artura Ludewa dwa razy żółtą kartką w jednej akcji, następnie za drugi faul boisko musiał opuścić strzelec bramki dla gości - Fąfara. Warto odnotować również pojawienie się w drugiej połowie na boisku Witalija Mielniczuka. Zawodnik w kilku sytuacja popisał się dobrymi zagraniami - dużo widział na boisku, potrafił wykonać długie i celne podanie oraz nie miał problemów z przyjęciem piłki - pomimo nierówności na boisku. W pełniej dyspozycji powinien być cennym wzmocnieniem w tej rundzie.
źródło: własne
|